Ugrzęźliście panowie posłowie w szczegółach, które dla opinii publicznej nie są zrozumiałe. Nałożyło się na to przekonanie, że komisje śledcze w tym Sejmie się zdewaluowały.
Ale z tej zgody wieje nudą, a polityka się stabloidyzowała.
- Polityka czy media? Może stąd brak państwa zainteresowania. A że materia naszej komisji jest trudna...
No więc „ad rem", jak mówią posłowie. Komisja odbyła od lutego 24 posiedzenia (w tym 7 tajnych), sporo, co z tego wynika?
- Przesłuchaliśmy prawie wszystkich prokuratorów i policjantów z pierwszego etapu śledztwa - czyli do roku 2004, gdy sprawa została przeniesiona do wydziału przestępczości zorganizowanej w prokuraturze i CBŚ, w policji. Obraz jest tragiczny: widać przede wszystkim brak zaangażowania prokuratury. Prokurator Leszek Wawrzyniak z Sierpca i jego przełożeni przez ponad rok nie interesowali się tak poważnym śledztwem.
To są informacje, które mieliście na starcie. Czy komisja ustaliła, dlaczego nikt prok. Wawrzyniaka czy jego przełożonych nie pociągnął za to do odpowiedzialności?
- Takie pytanie sobie zadaję. I uważam, że tak jak policjantom, którzy prowadzili to śledztwo na początku, tak prok. Wawrzyniakowi zarzuty powinny być postawione. Nie chciałbym, żeby prokuratorzy popełniający tak kardynalne błędy i zaniechania jak on pracowali w prokuraturze. Widział pan jego przesłuchanie - z pierwszej w życiu sprawy o porwanie nie pamiętał kompletnie nic! Drwił z komisji i z opinii publicznej.
- Trudno powiedzieć. Zastrzegam, że jeszcze nie skończyliśmy prac i nie znamy odpowiedzi na zasadnicze pytanie: czy te błędy, zaniechania były wynikiem nieudolności, czy były inspirowane?
W lipcu mówił pan, że już może pisać wstępne sprawozdanie z tego policyjno-prokuratorskiego wątku. O czym?
- Mam wyrobione zdanie, kto jest odpowiedzialny za to, że szybko nie wykryto sprawców porwania Krzysztofa Olewnika, a tym samym kto - pośrednio - odpowiada za to, że został zamordowany. Istniała realna szansa na uwolnienie Krzysztofa. Ale podejmowano tropy fałszywe.
Proszę pokazać te osoby, z zastrzeżeniem, że to wersja robocza.
- Część z tych osób ma postawione zarzuty - myślę o trzech policjantach. Bardzo mnie dziwi, że nie skorzystali z prawa do złożenia zeznań przed komisją. Zwłaszcza że przedstawiają się jako doświadczeni policjanci, a my wiemy o ich błędach, które popełnić mogły dzieci bawiące się w złodziei i policjantów.
Jeden z nich, podejrzany Henryk S. twierdzi, że „cierpi za niezawinione grzechy".
Sąd w Olsztynie, gdy rozpatrywał zażalenia na zatrzymanie policjantów, nie dostrzegł związku między błędami a śmiercią porwanego, prokuratura potem złagodziła zarzut.
- Nie będę komentować decyzji niezawisłego sądu. Znając materiał dowodowy ze sprawy Olewnika, taki związek widzę. Mam prawo do swojego zdania.
Ekspertyza byłego zastępcy szefa CBŚ Wojciecha Walendziaka - opisana wczoraj w „Gazecie" - też nie formułuje kategorycznych sądów: kto jest czego winien.
- Bo nie miała na celu wskazania winnych. Miała pokazać czynności i procedury wykorzystywane przez policję w takich sprawach jak porwanie i na tym tle ocenić, jak wyjaśniano sprawę Olewnika. To był dla komisji niezwykle istotny materiał, bo posłowie nie orientowali się w zasadach pracy operacyjnej. Ułatwiła mi uporządkowanie wiedzy o tej sprawie. Nie zgadzam się, że miała policjantów wybielić.
Dostrzegam w tym dokumencie ton: to nie my, to prokuratorzy.
- Zaniedbania były i po stronie policji, i prokuratury. Policjanci do 2004 r. w praktyce samodzielnie prowadzili tę sprawę, czynności wykonywali na własny rachunek i własną odpowiedzialność. Prokuratorzy mieli możliwość interesowania się sprawą, robienia wytycznych dla policji, ale tego nie robili. Niestosowne byłoby wskazywanie, kto jest bardziej winny śmierci Krzysztofa. Zginął z powodu zaniechań i policji, i prokuratury.
Komisja pracuje równolegle do śledztwa gdańskiej prokuratury. Prokuratura zajęła się odpowiedzialnością policjantów, dotąd nie zajęła się prokuratorami. Podejrzany komisarz Remigiusz M. mówił przed komisją: „Jesteśmy zakładnikami prokuratury, bo prokuratorzy krzywdy kolegom prokuratorom nie zrobią".
- Nie wiem, dlaczego tak się stało. Ale wiem, że prokuratorzy z Gdańska pracują bardzo intensywnie. To jednak kolejna prokuratura, która wyjaśnia tę sprawę, a od analizowanych zdarzeń minęło osiem lat. Sądzę, że prokuratorzy też zostaną pociągnięci do odpowiedzialności. Inaczej sobie tego nie wyobrażam. Choć byli w tej sprawie prokuratorzy, którzy wykonali kawał dobrej roboty. Niestety - za późno, bo ofiara już nie żyła.
Czy komisja nie obdarza zbyt dużym zaufaniem gdańskiej prokuratury?
- Nie. Prokuratura pracuje niezależnie od nas. My nie chcemy jej prac utrudniać, zresztą idziemy odrębnym torem, bo inne są nasze zadania. Uważam, że gdańska prokuratura dobrze pracuje i rodzina Krzysztofa też ma takie odczucia.
Nie nadszarpnęła tego zaufania decyzja sądu o uchyleniu aresztu Jackowi Krupińskiemu, pół roku temu zatrzymanemu pod zarzutem udziału w porwaniu Krzysztofa Olewnika?
- Ta decyzja zdziwiła mnie, a z tego, co wiem, to też innych członków komisji, bo ten sam sąd trzy miesiące wcześniej areszt utrzymał. Nie wiem, co się zdarzyło w ciągu trzech miesięcy...
Sędzia Małgorzata Mojkowska, nie zgadzając się na przedłużenie aresztu, powiedziała, że właśnie nic się nie zdarzyło: powtórzony został wniosek sprzed trzech miesięcy, nowe poszlaki przeciwko Krupińskiemu nie przybyły.
- Jeśli jednak przeanalizujemy ciąg zdarzeń, w których uczestniczył Jacek Krupiński, to wniosek prokuratury o jego aresztowanie jest zasadny. Z materiałów śledztwa wynika wiele jego niejasnych zachowań przed uprowadzeniem, w trakcie i po. Niejasnych kontaktów, niejasnych relacji z osobami, które były w tej sprawie oskarżone i skazane. Nawet jego wypowiedzi w mediach były sprzeczne między sobą. Dopóki ktoś nie został osądzony, jest osobą niewinną, ale hipoteza brzmi: brał udział w porwaniu Krzysztofa.
A motyw?
- Mogło być ich wiele: osobisty, finansowy. Dopóki nie zostanie osądzony, trudno o tym mówić.
Pisałem, że komisja powinna go zaprosić na przesłuchanie.
- Też tak uważam, zdecyduje komisja w pełnym składzie.
Czy może on zmienić punkt widzenia na sprawę Olewnika? Wie bardzo dużo o rodzinie, o Krzysztofie, o ich relacjach z miejscowymi politykami, policją, o „lokalnym układzie". Czy komisja zamierza iść tym tropem, by mieć pełny obraz sprawy?
- Bierzemy pod uwagę wszystkie okoliczności.
Także, że cały ciąg tragicznych i niezwykłych zdarzeń w tej sprawie, od śmierci Krzysztofa blisko dwa lata po porwaniu, przez trzy samobójcze śmierci bandytów w celach czy ostatnią samobójczą śmierć strażnika więziennego pilnującego wcześniej herszta bandy, który się powiesił, da się - osobno - racjonalnie wyjaśnić.
- Hipoteza o przypadkowym zbiegu okoliczności jest dla mnie trudna logicznie do wytłumaczenia. Gdy słyszę, że sprawa Olewnika ma charakter wyłącznie kryminalny, że tylko osoby, które zasiadły na ławie oskarżonych są winne, mówię: jeszcze w Polsce się nie zdarzyło, żeby porwać człowieka dla okupu i przetrzymywać go przez dwa lata. I pytam: dlaczego pospolici przestępcy więzili, gnębili, utrzymywali porwanego przez dwa lata, a jednocześnie nie próbowali podjąć okupu. Dlaczego ci bandyci na przestrzeni tych dwóch lat dokonywali szeregu innych przestępstw, a "fanty", czyli zagrabione rzeczy, trzymali w tym samym miejscu, gdzie więzili Krzysztofa? To było dla nich dodatkowym zagrożeniem, że zostaną zdemaskowani.
Czuli się bezkarni.
- Moim zdaniem nie można wytłumaczyć tego tym, że byli niedorozwinięci intelektualnie. To nie było przypadkowe porwanie. Moim zdaniem krąg podejrzanych jest szerszy.
Rodzina Krzysztofa postawiła tezę, że to nie o porwanie chodziło, tylko o zaszkodzenie Olewnikom w interesach.
- Są przesłanki, że można tak twierdzić, ale nie mamy jednoznacznych dowodów. Możemy się domyślać, stawiać hipotezy, ale żeby kategorycznie się opowiedzieć, musimy przesłuchać wszystkich świadków, przeanalizować cały materiał. Znaleźć logiczne powiązania między osobami uczestniczącymi w tej sprawie.
Pan powtarza hipotezy, wątki, poszlaki, pytania. W jakim punkcie jest komisja po pół roku pracy?
- Byłbym skrajnie nieodpowiedzialny, gdybym dziś, przed przesłuchaniem wszystkich świadków, zakończeniem prac formułował jednoznaczne wskazania.
O czym pan jest przekonany?
- Komisja obnażyła, że do roku 2004 nadzór w prokuraturze był fikcją. Nadzór prokuratorów nad policją również. A relacje między policją a prokuratorem prowadzącym śledztwo i prokuratorem go nadzorującym w praktyce żadne. W kolejnych latach sytuacja wyglądała troszkę lepiej. Dlatego nasze wnioski będą się odnosiły nie tylko do odpowiedzialności osób, także reformy instytucji. Ustawa o prokuraturze już zmienia zasady nadzoru. Podkomisja pracująca nad ustawą o czynnościach operacyjnych spowolniła prace, oczekując na wnioski od nas.
Dziś zaczynacie przesłuchania. Lista świadków jest długa: 11 policjantów i 7 prokuratorów.
- Kończymy zasadniczą część przesłuchań z okresu, gdy policja i prokuratura popełniła najwięcej błędów, zaniechań. Potem przed nami sprawa tajemniczych samobójstw w celach i etap przesłuchania polityków...
...i wtedy się zacznie. Przestaniecie być dla siebie w komisji tacy uprzejmi.
- Myślę, że nie. Dotąd dawaliśmy świadectwo, że pracujemy ponad partyjnymi podziałami. I myślę, że tragizm tej sprawy powoduje, że uda się ten styl utrzymać. Byłoby czymś niesmacznym, gdyby członkowie komisji próbowali na śmierci Krzysztofa ugrać polityczny kapitał. Pewnie z wezwaniem polityków wróci zainteresowanie mediów. Jesteśmy w jednej trzeciej pracy. A kilka rzeczy zdarzyło się po powstaniu komisji, które też wymagają wyjaśnienia, jak samobójcza śmierć strażnika więziennego czy tajemnicze włamania i kradzieże laptopów osób związanych z tą sprawą - adwokata podejrzanych policjantów i asystentki posła SLD z komisji Leszka Aleksandrzaka.
Przeraził się pan?
- Nie. Dlatego zdziwił mnie wniosek pana posła, że chce mieć ochronę.
* Paweł Olszewski - 30 lat, szef bydgoskiej PO, skarbnik klubu Platformy, ekonomista, wcześniej dyrektor finansowy w prywatnej spółce, wicemistrz polskich parlamentarzystów w tenisie